Strona:Józef Ignacy Kraszewski-Wieczory drezdeńskie.djvu/217

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jegomość wyraził się raz bardzo szczęśliwie, w jednym z tych języków wielu, którymi tak doskonale włada — że obdartusy nasi szpecą mu ulice Drezna...
To też pędzono ich bez litości do Hofu, do Szwajcaryi, gdziekolwiek bądź, byle pięknej ziemi saskiej i spokoju jej nie kalali widokiem swojej niedoli.
Nie było w tem wcale złej woli z góry płynącej, ale... źle zrozumiana subalternów gorliwość, którzy sądzili że się tem przypodobać potrafią potędze, przed którą biją czołem...
Ale dość tego smutnego przedmiotu. Dodam przy tej zręczności kilka jeszcze uwag o Dreznie i życiu jego....
Dla nas z powodu małych bardzo stosunków z mieszkańcami, wyższym światem, dworem i towarzystwem saskiem, a nawet z przybywającymi tu cudzoziemcami