Strona:Józef Ignacy Kraszewski-Wieczory drezdeńskie.djvu/209

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    tylko są niechęci. Jakież o nas wyobrażenie powezmą obcy patrząc na te obawy ziomków lękających się braci? Nie rzucamyż przez to potępienia sami na siebie?..
    Drezno jak bardzo wiele miast żyjących z cudzoziemców, wcale jednak gościnnem nie jest dla przybyszów, którzy mu nic nie przynoszą prócz dwojga rąk i potrzeby pracy. Dosyć kwaśno, niechętnie czasowy ledwie przytułek wyżebrać mogliśmy dla tych, co go najwięcej potrzebowali; karmiono ich szyderstwy, obelgami, wzgardą, społeczność zamożniejsza wylegitymowana, spokojna i bezpieczna, której pan komisarz kłania się z uśmiechem w ulicy jako dobry przyjaciel i znajomy — ani razu może nie poczuła się w tem solidarną z nieszczęściem, nie powiedziała sobie, że gdy wypędzają pogardliwie ubogich i bogaciby wyjechać powinni z nie-