Strona:Józef Birkenmajer - Poszumy Bajkału.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W szpitalu bolszewickim.

Na rękach moich skonałeś mi prawie,
Doli mej druhu, żołnierzu-kolego,
I już nie słyszysz, jak ja serce krwawię,
Jak czuwam koło wezgłowia twojego,
Jak, na lekarza nie dbając zakazy,
Rąk twych dotykam, zgasłych od zarazy.

Jeszcze przed chwilą w gorączce tyś bredził
Jak człek, co we śnie nawiedzon przez zmory,
Wołałeś, by cię kto z bliskich odwiedził...
Jam był jedynie przy tobie — sam chory —
I jam jedynie spieszył ci z pociechą,
Choć we mnie grała twa boleść — jak echo...

Aż nawiedziła cię śmierć — ta najbliższa
Ze wszystkich bliskich... choć taka daleka!...
Gorączka spadła... już się nie podwyższa...
Znieruchomiała oczu twych powieka...
Kiedyś zmarł — nie wiem... sam byłem w malignie...
Słyszałem jeno: Kto go stąd wydźwignie?...