Strona:Józef Birkenmajer - Poszumy Bajkału.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ucieczka z więzienia.

W drogę! hej w drogę! Nikt nie błogosławi,
Nikt nie pozdrawia, gdy przechodzę mimo,
Jeno ty śmiejesz się nademną, zimo,
Żem warjat... Z tobą chcę wziąć się za bary!...
Kto kogo zmoże? no, bądźmy ciekawi!
W piersi mej płoną uczuć groźne żary!

Świat taki pusty... ludziom na nim ciasno?!...
Nikną kontury pól, drzew, dróg i dachów...
Jestem jak pionek zgubiony od szachów,
Co na posadzce ledwo go odszukasz...
Patrz! bal maskowy! Wrony niech przyklasną —
Jak stogi siana stroi śnieg-perukarz!...

Jak mi wesoło w tem wielkiem qui-pro-quie,
Które odgrywa wokoło przyroda!
Uciekłem! haha! znowu świat!... swoboda!
Dziś starej sztuki akt ostatni dogram — —
Jutro — pod innej sceny wszedłszy krokwie —
Występom swoim dam odmienny program!