Strona:Józef Birkenmajer - Poszumy Bajkału.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


II.

W ciemnej norze, w straszniejszej od nocy — otchłani,
Żywot nasz się przeciąga — jak jedna katusza.
Jęki nasze, co z gorzkiej wypływają krtani,
Gruba ściana kamienna przed światem zagłusza.

Myśli zamęt się w głowie naszej zawierusza
I, niby os tysiące, czaszkę naszą rani...
Jużeśmy od nadmiaru męki obłąkani
I niejeden na życie targnąć się pokusza.

Bracia moi, współwięźnie! wspólnicy niedoli!
Czy ja taksamo blady, taksamo ponury,
Jak wy, coście mojego bólu towarzysze!

Bo wiem, że mnie na równi z wami serce boli,
Że w głowie myśli burzą się, nawzór wichury,
Że nawet często głosu waszego nie słyszę!