Strona:Iliada3.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Albo w Sparcie zostali, lub choć tu stanęli,
Bićby się o swey siostry ohydę nie chcieli.„
Tak mówiła Helena, nie wiedząc, ze w grobie
Oyczystym śmierć zawarła powieki im obie.
A tymczasem posłowie nieśli na ofiarę
Przez miasto z dwoygiem iagniąt sporą wina miarę.
Jdeus, kubki w ręku lśnią mu się i czasza.
Stanąwszy przed Pryamem: Dwóch wodzów zaprasza,
Ciebie oycze Troianów, rzecze: „wyiedź w pole,
Dla zawarcia pokoiu w woyskowém ich kole.
Chcą z twych Grecy przysięgi ust pełnych powagi:
Tuszą więcéy niż z synów mir mieć będzie wagi.
Parysa z Menelaem na placu potkanie
Koniec sprawi, komu się Helena dostanie.„
Wszystek się starzec, skoro to usłyszy, zmiesza,
Zaprzęgać sobie poiazd z rozkazem pośpiesza.
Wsiadłszy nań z Antenorem, lecem sam gnał konie,
Za bramy Scee dążąc na przyległe błonie.
Stanąwszy przed Troiany z powozu zsiadaią,
W pośrodek dwóch woysk zwolna krok swóy obracaią.
Atrydes z Ulissesem przed niemi powstali.
Nalawszy wina w czasze, czystéy wody dali
Na ręce królom posły, Agamemn dobywa
Tasak, i garść urzyna wełny, co okrywa
Przywiedzione ofiary: ta między rycerze
I wodzów gdy rozdana, te mówi pacierze: