Strona:Iliada3.djvu/219

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Wielki Jowiszu! który w Jdzie cześć odbierasz,
Słońce, które swém okiem w głębiach się przezierasz,
Ziemio i rzeki, także wy piekielne bogi!
Rządzcy tych, co podziemne przestąpili progi,
Którzy krzywoprzysiężcom zadaiecie cięgi,
Słuchaycie, bądźcie świadki na nasze przysięgi.
Menelaa położy skoro Parys, przy niém
Helena ze skarbami, a my stąd odwiniem.
Lecz skoro Parys padłszy na placu zostanie,
Helenę, z dostatkami wrócą nam Troianie:
A przytém nam będą się opłacać haraczem,
Co sławy naszéy będzie prawnukom tłumaczem.
A ieśli Pryam starga ten mir sam, lub dzieci,
Nie ruszę stąd, aż Troia w popiół się rozleci.„
Rzekł i zaraz zabiia młodziuchne ofiary,
Legły na piasku drgaiąc i pozbyły pary.
Zatém leią czerpane wino z wielkiéy czasze,
W obu obozach tętnią od modlitw szałasze.
„Bogowie wiekuiści! ktokolwiek rozdwoi
Ten nasz związek tak święty, niechay krwią napoi
Własną, takimże iak to kształtem wino ziemię,
Nie on tylko, ale téż całe iego plemię.
Niech także żona iego z ohydą w zwierzęce
Nieprzyiaciela póydzie naygrubszego ręce.„
Po ofierze wnet wstawszy, do Greków „Wybaczcie
I Troian, rzecze Pryam, wiek móy uczcić raczcie.