Strona:Iliada3.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Atrydo! krzyknął Pryam, bogów faworycie!
Widzę fortuna słała na świat ci powicie:
Tysiąc pod sprawą twoią, pasiesz tym wzrok miło,
Chodzi narodów! Pomnę, woysko się zwaliło
Ogromne do Frygii, gdziem był dla odsieczy
Z memi przybył Troiany: od krwawey rozcieczy
Sangar spienił swe brzegi; przy królach dostoynych,
Obstawałem naprzeciw Amazonek zbroynych.
Ale iednak nie byty wszystkie woyska owe
Tak świetne i tak liczne, iak Agamemnowe.
Daléy, co za bohatyr ciekawie się badał,
Zbroię, oszczep i puklerz na ziemi poskładał,
Piersi dosyć szerokie, pleczyste ramiona,
Głową atoli niższy od Agamemnona.
Znać po nim że woiownik, w poważnéy postawie
Obchodzi wkoło woysko rozstawione w sprawie.
Istnie baran zażywny, w licznym owiec stadzie,
Wódz kędzierzawy z góry krok powoli kładzie.
Na to Helena: „To iest, któremu oyczyzna,
Ow rostropny Ulisses, Jtaka nieżyzna
Żadnéy w okręgu ziemi prawie nie masz części,
Któréy rozumu iego sława nie zagęści.„
Tu się ozwie Antenor: „Ulissowi chwały
Słusznie od ciebie dane: oczy me widziały
Męża tego, gdy przybył, nie mogę zapomnieć,
Z Menelaiem, u Troian, o cię się upomnieć.