Strona:Iliada3.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Łuk i miecz przy nim, w ręku dwa drzewca, z uięcia
Znać sprawność i gotowość do sztychu i cięcia.
Potrząsa śmiało niemi, i w groźnéy postawie
Wyzywa co mężnieyszych Greków ku rozprawie.
Skoro go Menelaus uyrzał, rad był srodze,
Nadzieia pewnéy zemsty wypuszcza mu wodze.
Nie inaczéy zgłodzony lew się widząc cieszy,
Że ieleń pyszny z rogów popiętrzonych śpieszy,
Bystrym nań rzutem wpada, pożera go drapiąc;
Myśliwi krzykiem, ani psy zębami kłapiąc
Wskórać nie mogą, nie dba nic na ich pogonią.
Skoczy z powozu swego Menelaus z bronią;
Wtém Parys zdięty strachem tam i sam się wiie,
Sunie między swych szyki, przed śmiercią się skryie.
Jako gdy młody pasterz straszliwego smoku
Uyrzy, wnet zbladnie, drżący nazad cofa kroku,
I tuli się gdzie w cieśnią. Gdy tak szpetnie ztchurzył,
Patrząc na brata Hektor, w głos się nań oburzył:
„Nieszczęśliwy Parysie! wniwecz zniewieiściały
Rycerzu, zwódzco podły, którego iest cały
Jedynie z krasy zaszczyt! pocóż ci się rodzić
Było, lub gardłem wprzód swéy zdradzie nie zagrodzić?
Smierć lepsza od téy zmazy, która tak zelżywa
Ciebie i przez cię w obec Troianów okrywa.
Nie słyszysz iakie żarty Grecy z ciebie stroią?
Woysko ich oszukane pozornością twoią,