Strona:Iliada3.djvu/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Biorąc miarę z przegróżek, bez chyby mniemało,
Że tym przechwałkom serce w tobie wystarczało,
Które tak podłe w sobie czuiąc, zali trzeba
Bieżeć było za morze, aż pod obce nieba?
Ażebyś bohatyrom walecznym porwawszy
Z domu żonę uwoził, żagle wiatrom dawszy?
Oycu szkodę, ludowi zgubę, przez tę sprawę
Nieprzyiaciołom czyniąc śmiech, sobie niesławę.
Menelausa blaskuś nie strzymał oręża?
Pokazałbyć, iakiegoś żonę uniósł męża.
Coćby pomogła lutnia, w owe z nim pocinki,
I te Wenery, kibić, gładkość, upominki?
Ten włos który u ciebie tak iest wielce drogi,
W piasku będąc starzany od zwycięzkiéy nogi?
Atoli bóy się, aby to, co Grecy mieli,
Ze sprawcy nieszczęść zemsty Troianie nie wzięli.„
Parys na to spłoniwszy: „Cny Hektorze! czyli
Można, ażeby wszyscyć równi w boiu byli?
Nosisz w piersiach hartowne serce, istnie z stali
Ostry topór, co dęby rąbie, ścina, wali:
Przechodzi drzewo, z góry pochop weźmie ieśli,
I dodaie tęgości silnym razom cieśli.
Lecz coć wadzą szczycące mię Wenery dary?
Z rąk bogów, bądź co chce, czcić mamy z każdéy miary.
Wszakże słusznieś mię skarcił, masz tego przyczyny:
Znam się i moiéy gotów powetować winy.