Strona:Iliada3.djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


 
Żyący, byłbyś ieszcze chlubą twey krainie:        439
Już cię nie masz Hektorze; wszystko z tobą zginie!„
Tak mówi, i łez potok nędzna matka leie.
Żona Hektora nie wie, co się z mężem dzieie:[1]
Klęska publiczna przed nią ieszcze skryta samą,
Nikt nie doniósł, że Hektor został się za bramą.
Tkała płótno, na którém sztuką niedościgłą,
Cudne obrazy lekką wyszywała igłą.
Sługi naczynie z wodą grzały w jéy pokoiu,
By miał gotową łaźnią mąż wrócony z boiu.
Czułe troski, lecz próżne! biedney w myśl nie pada,
Że go ręką Achilla zwaliła Pallada.
Wtém z wieży ucho smutne uderzaią ięki:
Drgnęła nagle, i czołnek z drżącey wypadł ręki.
„Pódźcie, mówiła do sług: uyrzym, co się znaczy:
Ach! słyszę narzekania Hekuby w rozpaczy,
Serce się we mnie miota, drętwieią mi nogi,
Pewnie synom Pryama los zagraża srogi.
Boday się nie zjściło! lecz bardzo się boię,
Aby Pelid, zamknąwszy do powrotu Troię,
Na samego Hektora nie wpadł na równinie:
Nieszczęśliwy! przez zbytek swego męztwa zginie.
On za niebezpieczeństwy zawsze się uganiał,
On naypiérwszy nacierał, ostatni zasłaniał.„
Zmieszana, obłąkana, śpieszy na ulice,
Serce biie: za panią dążą służebnice.

  1. Wydawszy poeta z przenikaiącą tkliwością narzekania Pryama i Hekuby, z większą ieszcze mocą wydał żale Andromachy, wystawuiąc, że nagle i nad spodziewanie tak smutny dla siebie widok obaczyła.