Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/064

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Mój ród jeżli rozpładzam,
Ludziom przeto dogadzam.
Piejąc budzę do pracy,
I majętni i żebracy
Dla tego mnie chowają. —
Na tobie się nie znają,
Rzekł kot, a że ja głodny,
Więc ty życia niegodny.


CLXIII. MOTYL I CHRZĄSZCZ.


Czasem się złą bydź zdaje bardziej, niż jest, chwila.
Złapało dziecko chrząszcza, filozof motyla.
Musiał się chrząszcz po kijku kręcić naokoło,
Motyl pielęgnowany poglądał wesoło,
I żałował kompana; puściło go dziecię.
Wsadzony motyl za szkło, kiedy kończył życie,
Rzekł: Teraz znam, jak zmienne w pozorach istoty:
Lepsze prostych dziwactwa, niż mądrych pieszczoty.


CLXIV. SZCZEP WINNY.


Mówią Araby, iż gdy szczep winny
Adam posadził, djabeł zbyt czynny
Podlał krwią pawia, co Adam szczepił.
A gdy się w wzroście szczep coraz krzepił
I listki wydał:
Djabeł krew małpią do pierwszej przydał.
Zeszły jagody, skropił lwią juchą.
A gdy dojrzały, a było sucho:
Skropił je wszystkie posoką świnią.
Cóż teraz czynią?
Oto, gdy wina szklankę kto łyknie,
Jak paw się nadmie, po drugiej krzyknie;
Skacze jak małpa, gdy szklanki mnoży;