Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/044

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jak mógł uciekał....w tem orzeł z góry
Straszny pazury
Padł na jastrzębia....i gdy walczyli,
Korzystając z dobrej chwili,
Przecię tę miał pociechę,
Iż się dostał pod strzechę.
Nazajutrz gdy dzień nastał pogodny,
Lekki, bo głodny,
Postrzegł gołębia, a on się pasie.
I to zda się,
Pomyślał sobie, więc się z nim wita,
Strawa obfita
Potrzebna zdrowiu
Na pogotowiu.
Nie długo myśląc, jął się do jadła,
Wtem sieć zapadła,
I wraz z kolegą został w więzieniu.
Gdy więc w srogiem utrapieniu
Płakał stroskany,
Postrzegł, iż tamten był uwiązany.
Więc mu złorzeczył mądry po stracie,
A on — nie krzycz bracie!
Płacz tu i krzyk niepomoże.
Jakeś wpadł, tak siedź nieboże.
I mnie się to przydało.
Lecz poweźmy myśl wspaniałą,
Kto wie, czy wspólni
Nie będziem wolni. —
Jakoż tyle pracowali,
Iż się z więzów wydostali,
I każdy w swoją poleciał stronę.
Bezendech kontent, iż miał ochronę,