Przejdź do zawartości

Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/043

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 Razem po polach bujały,
 Razem do domu wracały.
 Zgoła czy w wieczór, czy rano,
 Zawsze je razem widziano.
 Nie masz w świecie rzeczy stałej.
 Zażyłości poufałej
 Nie najdłuższe było trwanie.
 Mimo prośby, odradzanie
 Rezendech chciał świat odwiedzić,
Uprzykrzyło się na miejscu siedzieć.
 I poleciał....Miło było,
 Co obaczył, to bawiło.
 Gdzie siadł, nowe widowiska.
 Wtem, gdy już noc była bliska,
 A odpocząć sam gdzie nie wie:
 Usiadł na drzewie.
 Nadeszła burza, grad i ulewa,
 Spuścił się z wierzchołka drzewa,
 I tak jeszcze gorzej było.
 Wspomniał sobie, jak miło
 Spokojnej chwili używać,
 W gołębniku odpoczywać.
 Po smutnej porze
 Nastały zorze.
 Deszcz, grad, grzmoty ustały,
 Wskróś przemokły, zmartwiały,
 Widząc już rzeczy postać okazalszą,
Otrzepawszy skrzydełka, wziął lot w drogę dalszą.
 A gdy coraz nowemi widoki się cieszy,
 Postrzegł, że ktoś za nim spieszy,
 Był to jastrząb w pędzie lotny.
 Gołąb zwrotny