Strona:Ignacy Krasicki-Bajki i przypowieści.djvu/005

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Żyły w zgodzie, co rzadka, zwłaszcza przez czas długi,
Pani ptaka kochała, a wiewiórkę sługi.
Widząc, że jej nie lubią, raz papuga rzekła:
Radabym tej niechęci przyczyny dociekła.
Rzecze na to wiewiórka: Przyczyny nie badaj,
Tak rób, jak ja: baw panią, a niewiele gadaj.


IV. LIS MŁODY I STARY.


Młody lis nieświadomy myśliwych rzemiosła,
Cieszył się, że sierć nowa na zimę odrosła.
Rzekł stary: Bezpieczeństwo tych ozdób nie lubi,
Nie masz się z czego cieszyć, ta nas piękność gubi.


V. KULAWY I ŚLEPY.


Niósł ślepy kulawego, dobrze im się działo;
Ale że to ślepemu nieznośno się stało,
Iż musiał zawsze słuchać, co kulawy prawi:
Wziął kij w rękę — ten, rzecze, z szwanku nas wybawi.
Idą, a w tem kulawy krzyknie: Umknij w lewo!
Ślepy w prosto i, choć z kijem, uderzył łbem w drzewo.
Idą dalej; kulawy przestrzega od wody;
Ślepy w bród, sakwy zmaczał, nie wyszli bez szkody.
Nakoniec przestrzeżony, gdy niemijał dołu,
I ślepy i kulawy zginęli pospołu.
I ten winien, co kijem bezpieczeństwo mierzył,
I ten, co bezpieczeństwo głupiemu powierzył.


VI. ORZEŁ I JASTRZĄB.


Orzeł niechcąc się podłem polowaniem bawić,
Postanowił jastrzębia na wróble wyprawić.
Przynosił jastrząb wróble, jadł je orzeł smacznie;
Zaprawiony nakoniec przysmaczkiem nieznacznie,
Kiedy go coraz żywszy apetyt przenika:
Zjadł ptaszka na śniadanie, na obiad ptasznika.