Strona:Ignacy Dąbrowski - Śmierć.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


konstelacyi na niebie, — do moich bruków i domów, do alei z murów i pasków nieba nad ulicami.
Trzeba umieć wszystko odczuć. Nawet kamień przydrożny, nawet znaki nad sklepami mają wówczas swoją duszę.

3 marca.

Dziś rano, bez żadnego powodu, w chwili rozmowy ze Stachem, rzuciła mi się gwałtownie krew gardłem. Już to po raz trzeci od miesiąca. Co to wszystko ma znaczyć? Zaczyna mię to niecierpliwić, no i niepokoić wkońcu.
Teraz mi lepiej trochę i siedzę jako tako, ale przed południem nie mogłem już dokończyć niemieckiego z Hofmannem. Myślałem, że się przemogę, i prosiłem go, by zaczekał z kwadrans, — ale i to na nic się nie zdało. On jest nudny trochę, przytem namiętnie zażywa tabakę, a ja dziś, nie wiem dlaczego, właśnie nie mogłem znieść jej odoru. Skończyło się na tem, żem go prosił, by wyszedł jak najprędzej.