Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 02.djvu/094

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przeciw wszelkiej karności. Poszczególne grupy cudzoziemców w Paryżu zamierzały zorganizować każda swoją legję ochotników i on miał to w projekcie; oddział Hiszpanów i południowych Amerykanów, zachowując oczywiście dla siebie stanowisko prezesa organizacyjnego komitetu, a potem Komendanta Korpusu.
Podał nawet ogłoszenia do pism: miejsce zaciągu pracownia przy ulicy de la Pompe. W ciągu dziesięciu dni zjawiło się dwóch ochotników: rzemieślnik, który zaziębił się latem i chciał zostać oficerem, żeby nosić khaki i hiszpański tawernista, który przy pierwszych słowach oświadczył, że jemu właściwie należeć się będzie dowództwo, a to dlatego, że w młodości służył wojskowo, a Argensola był tylko malarzem. Dwadzieścia oddziałów hiszpańskich utworzyło się z równem powodzeniem w różnych dzielnicach Paryża. Każdy zapaleniec chciał zostać dowódcą innych z tą pychą indywidualną i wstrętem do karności, właściwym rasie... Ostatecznie, przyszli wodzowie z braku żołnierzy postanowili zaciągnąć się jako prości ochotnicy... ale w szeregi francuskie,
— Czekam, aby zobaczyć, co zrobią Garibaldziści — mówił Argensola skromnie. — Może pójdę z nimi.
To sławne nazwisko czyniło mu wojskową służbistość znośniejszą. Ale potem zaczął się wahać. Tak czy inaczej trzeba będzie zawsze kogoś słuchać w tym oddziale ochotników, a on buntował się przeciw wszelkiemu posłuszeństwu, którego nie poprzedzały długie rozprawy... Więc co czynić?