Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 02.djvu/091

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wyprosił sobie niebezpieczne stanowisko obserwatora, możliwie najbliżej wroga, by czuwać nad dokładnością strzałów artylerji i kierować niemi podług swych telefonicznych wskazówek. Niemiecki pocisk zburzył dom, w dachu którego był ukryty. Laurier wyszedłszy nietknięty ze zwalisk, naprawił telefon i w dalszym ciągu pracował przy nim w pobliskich zaroślach. Nieprzyjacielskie aeroplany wyśledziły jego baterję i niemiecka artylerja otworzyła na nią wściekły ogień z frontu. W ciągu kilku minut padła na ziemię cała obsługa; Kapitan zginął, wszyscy oficerowie i żołnierze odnieśli rany. Pozostał tylko jako dowódca Laurier „Niewzruszony“, jak go przezwali koledzy, i przy pomocy garstki artylerzystów, którzy jako tako trzymali się na nogach, strzelał w dalszym ciągu pod ulewą żelaza i ognia, osłaniając odwrót jednego batalionu.
„Wymieniony był dwa razy w rozkazie dziennym“ — czytała Margarita. — „Myślę, że wkrótce otrzyma krzyż. To nieustraszony bojownik. Kto by to był przypuszczał przed kilku tygodniami“.
Margarita nie dzieliła tego zdumienia. Żyjąc z Laurier'em, miała sposobność poznać niejednokrotnie siłę jego charakteru, szaloną odwagę, ukrytą pod pozornym spokojem. Nie napróżno tak się lękała gniewu męża w pierwszych czasach swej niewierności. Pamiętała wyraz twarzy tego człowieka, gdy spotkał ją pewnego późnego wieczoru, wychodzącą z domu Juljana. Należał do tych gwałtowników, którzy zabijają. A jednak nie dopuścił się względem niej najlżejszego