Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 02.djvu/036

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie będą tylko żołnierze, ci, co idą na Paryż. W ogonie wojsk kroczą gniewne zastępy; panowie profesorowie, niosąc u boku baryłeczkę wina z prochem, które oszałamia barbarzyńcę, wina der Kultur. A w furgonach jedzie również ładunek olbrzymi naukowej dzikości nowa filozofja, która wysławia siłę jako zasadę i uświęcenie wszystkiego, przeczy wolności, unicestwia słabego i podporządkowywa świat cały władzy cząstki wybrańców Boga, wybrańców dlatego tylko, ze rozporządzają szybszymi i pewniejszymi środkami uśmiercania. Ludzkość powinna drżeć o swoją przyszłość, jeżeli raz jeszcze rozlegną się pod tem sklepieniem buty germańskie, kroczące w takt marsza Wagnera lub jakiegokolwiek Kapellmeister'a pułkowego.
Oddalili się od Łuku i szli przez avenue Victor Hugo. Czernow postępował w milczeniu, Jak gdyby zdjęty smutkiem na myśl o owym przypuszczalnym pochodzie. Nagle przemówił na głos, idąc za biegiem swoich myśli.
— A gdyby nawet weszli — cóż stąd. Nie umrze przez to Prawo. Może uledz zaćmieniu, ale się odradza; może być zapomnianem, podeptanem, ale przez to nie przestaje istnieć i wszystkie szczere dusze uznają je jako jedyną regułę życia. Naród szaleńców chce postawić przemoc na piedestale, na którym inni umieścili Prawo. Daremny trud. Dążeniem ludzi będzie wiecznie, aby istniała coraz większa wolność, coraz większe braterstwo, coraz większa sprawiedliwość.