Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 02.djvu/035

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kimi intuistami, przeczuli prawdziwe znaczenie tego dzieła. Wojownicy Rude'a, śpiewający Marsyljankę w grupce, jaką mamy na lewo, nie są żołnierzami z zawodu; to uzbrojeni obywatele, którzy idą spełniać swe szczytne i gwałtowne czyny. Ich nagość każe mi widzieć w nich sankinlutów w greckim hełmie... Tu jest coś więcej niż ciasna i samolubna chwała jednego narodu. My wszyscy w Europie budzimy się do nowego życia, dzięki tym krzyżowcom wolności. Ludy wywołują obrazy w mojej myśli. Jeśli przypominam sobie Grecję, widzę kolumnady Partenonu, Roma, władczyni świata, to Koloseum i Łuk Trajana; Francja rewolucyjna to Łuk Triumfalny.
Była też czemś więcej, według Rosjanina. Przedstawiała wielki odwet historyczny: narody Południa, tak zwane rasy łacińskie, odpowiadające po wiekach za najście, które obaliło potęgę Rzymu, ludzie Mediteranji, wkraczający jako zwycięzcy na ziemie dawnych barbarzyńców. Zmietli przeszłość niby fala niszczycielska, żeby cofnąć się natychmiast. Wielki przypływ wyrzuca wszystko, co niosą jego wnętrzności, jak pewne rzeki, które, zalewając, użyźniają. A po cofnięciu się ludzi, pozostał grunt, użyźniony nowymi i szlachetnymi ideałami.
— A jeżeli oni wrócą — dodał Czernow z gestem niepokoju. — Jeżeli na nowo deptać będą te bruki!... Wtedy byli to biedacy, oszołomieni swoją nagłą fortuną, którzy przeszli tędy jak wieśniak przez salon. Poprzestali na pieniądzach w kieszeni — i dwóch prowincjach, aby uwieczniły ich zwycięstwo, Ale teraz to