Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 02.djvu/013

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Napróżno prezydent Poincaré, powodowany ostatnią nadzieją, zwrócił się do Francuzów, tłumacząc im, że „mobilizacja nie jest wojną“ i że wezwanie pod broń przedstawia tylko środek zapobiegawczy. „To wojna, to wojna nieunikniona“ powtarzały rzesze z fatalistycznym uporem. A ci, którzy mieli jechać tej samej nocy lub następnego dnia, okazywali największy zapał i odwagę:
— Gdzie nas szukają, tam nas znajdą. Niech żyje Francja!
Instynkt ludowy, który w chwilach krytycznych ucieka się do sztuki, wydobył z zapomnienia hymn wymarszu ochotników pierwszej Republiki. Wiersze konwencjonalnego Józefa Chénier, przystosowane do muzyki, tchnącej powagą wojenną, rozbrzmiewały na ulicach równocześnie z Marsyljanką:

La République nous appelle
Sachons vaincre on sachons mourir
Un français doit vivre pour elle
Pour elle un français doit mourir.[1]


Mobilizacja zaczynała się punktualnie o dwunastej w nocy. Od zmierzchu gromady mężczyzn ciągnęły ulicami, dążąc na dworce kolejowe. Towarzyszyły im rodziny, niosące walizki lub tłomoki z bielizną, jak również przyjaciele i sąsiedzi. Trójkolorowy sztandar posuwał się na czele tych oddziałów. Oficerowie rezerwy przebierali się w swoje mundury, co im przychodziło z trudem, jak zwykle, gdy się chce włożyć suknie, dawno nienoszone i zapomniane. Z brzuchem

  1. Przypis własny Wikiźródeł Fragment „Pieśni wymarszu“ Marie Joseph'a Chénier'a.