Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzenia, ponuremi wieżami o spiczastych wierzchołkach i nawodnionymi rowami, po których pływały łabędzie.
Desnoyers nie mógł żyć bez kawałka ziemi, gdzie czułby się władcą, naginającym do swojej woli ludzi i rzeczy. A przytem nęciły go obszerne rozmiary komnat zamczyska pozbawionych mebli. Była to sposobność do umieszczenia nadmiaru przeróżnych zasobów i przedsiębrania nowych zakupów. Starożytne sprzęty przystosują się z łatwością do mrocznych wnętrz tego wielkopańskiego przybytku, bez buntowniczych okrzyków, które zdawały się wydawać w zetknięciu z białemi ścianami współczesnych salonów. Historyczna siedziba wymagała znacznych nakładów; nadwyrężyły ją bowiem wielorazowe zmiany właścicieli. Ale on i ziemia znali się ze sobą doskonale. Jednocześnie z meblowaniem salonów zamku Desnoyers zamierzał urządzić w rozległym parku hodowlę i eksploatację bydła, jako powtórzenie na małą skalę Amerykańskich przedsiębiorstw. Posiadłość powinna była utrzymać się własną wytwórczością. Nie dbał o koszta „nie był przyzwyczajony do tracenia pieniędzy“.
Nabycie zamku sprowadziło mu zaszczytną znajomość, w której widział największą może korzyść z tego interesu. Zawiązał stosunki z pewnym sąsiadem, senatorem Lacour, który był dwa razy ministrem, a teraz wegetował w Wyższej Izbie; milczący na posiedzeniach, a ruchliwy i rozmowny w korytarzach dla podtrzymania swego wpływu.
Był on potomkiem arystokracji republikańskiej wywodzącej swój ród z zamętów rewolucji podobnie