Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mąż, gdy przyjdzie pora po temu za huzarów, noszących przy nazwisku szlachecki przedimek, wyniosłych i szykownych paniczów, o których mówiła z zachwytem córka Misia Patrony.
Siedziba Hartrottów była godna tych nowych stosunków. Służba ich pałacu w Berlinie występowała na wielkich przyjęciach w krótkich spodenkach i białych perukach. Karl kupił jakieś stare zamczysko o spiczastych wieżach, widmach w podziemiach i licznych legendach mordów, napadów i gwałtów, które w sposób zajmujący ożywiały jego dzieje. Architekt ozdobiony mnóstwem cudzoziemskich orderów, a który ponadto nosił tytuł Radcy Budowlanego miał sobie polecone zmodernizować ten średniowieczy budynek w taki sposób jednak, aby nie stracił nic ze swego ponurego i przerażającego wyglądu: „Romantyczka“ opisywała już naprzód przyjęcia w mrocznym salonie przy rozlewnem świetle lamp elektrycznych, naśladujących pochodnie, trzask ognia na oherbowanym kominku, na którym palić się będą sztuczne kłody drzewa, z gazowemi płomykami wewnątrz; cały ten przepych współczesnego zbytku, połączonego z pamiątkami epoki wszechświatowej arystokracji, najlepszej według niej, jaką zna Historja. A cóż dopiero polowania! Te przyszłe polowania na przestrzeniach piasczystych z sosnowymi laskami, nie dającemi się oczywiście porównać z przebogatą ojczystą ziemią, ale które dostąpiły zaszczytu, że deptali po nich margrabiowie Branderburgji, założyciele panującego w Prusach domu. I wszystkie te świetności, to wspięcie się ro-