Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziny na tak wysokie szczeble społeczne... w ciągu jednego roku. Prawda, że musieli współzawodniczyć z innemi zamorskiemi rodzinami, które dorobiły się olbrzymich majątków w Stanach Zjednoczonych, w Brazylii lub na wybrzeżach Oceanu Spokojnego. Ale to wszystko byli Niemcy „bez urodzenia“ ordynarni plebejusze, którzy napróżno usiłowali wcisnąć się do wielkiego świata, ofiarowując znaczne sumy na cele publiczne, na różne cesarskie przedsięwzięcia. Przy wszystkich swoich miljonach mogli najwyżej dążyć do tego, by ich córki powychodziły za linjowych oficerów piechoty. Gdy tymczasem Karl!... Krewni Karla!... I „Romantyczka“ puszczała wodze pióru, rozpływając się nad rodziną, z której łona zdawało jej się, że pochodzi sama.
Raz po raz z listami Heleny przychodziły inne, krótkie, adresowane do Desnoyersa. Szwagier zdawał mu sprawę ze swoich interesów, podobnie, jak kiedy żył na wsi pod jego opieką. Ale teraz w tych doniesieniach przebijała się źle ukrywana duma, powetowania sobie dawnych, dobrowolnych upokorzeń. Teraz, wszystko co czynił było wielkie i wspaniałe. Umieścił swe miljony w przemysłowych przedsiębiorstwach współczesnych Niemiec. Był akcjonarjuszem fabryk broni, wielkich jak miasta; Kompanji Żeglugi, które spuszczały co pół roku nowy okręt na wody. Cesarz interesował się temi przedsiębiorstwami, patrząc życzliwie na tych, którzy mu chcieli pomagać. A prócz tego Karl skupował ziemskie majątki. Na pierwszy rzut oka zdawało się szaleństwem sprzedawać prze-