Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I, aby lepiej uwydatnić swoją niechęć, szedł do zagrody nadzorcy i rozdawał pomiędzy dzieciarnię całe garście pesów.
Po siedmiu latach małżeństwa żona Desnoyersa poczuła, że zostanie matką. Siostra jej miała już troje dzieci. Ale co one znaczyły dla Madariagi w porównaniu z tem, które się miało narodzić?
— Będzie chłopak — oświadczył stanowczo — bo ja tak chcę. Będzie się nazywał Julek i życzę sobie, żeby był podobny do mojej biednej nieboszczki.
Od śmierci żony, której już nie nazywał „Chinką“, odczuwał coś w rodzaju pośmiertnej miłości dla tej biednej kobiety, której tyle nadokuczał za jej zawsze bojaźliwego i milczącego życia. „Moja biedna nieboszczka“ jawiła się co chwila na ustach starego hodowcy z uporczywością wyrzutu sumienia.
Życzenia jego ziściły się. Luiza dała życie chłopcu, który otrzymał imię Juljana i, aczkolwiek nie przypominał babki jeszcze nie ukształtowanemi rysami, miał czarne oczy i cerę bladego bruneta. Chwała Bogu!... To był wnuk!
I ze wspaniałością uradowania pozwolił, by Niemiec przestąpił próg jego domu i wziął udział w uroczystości chrztu.
Gdy Julek Desnoyers miał trzy lata, dziadek obwoził go konno do wszystkich posiadłości, trzymając go przed sobą na siodle. Jeździł z ranczy do ranczy, by go pokazać miedzianej ludności jak wiekowy monarcha przedstawiający swego dziedzica. Później, gdy wnuczek umiał już mówić płynnie, gawędził z nim go-