Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/081

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w zgodzie. W Europie już byśmy się dawno pożarli; ale tu jesteśmy przyjaciółmi.
I rozkoszował się, słuchając śpiewu robotników: tkliwych włoskich canziones przy akompanjamencie hiszpańskich i kreolskich gitar, opiewających miłość i śmierć.
— Istna arka Noego — zauważył.
Chciał zapewne powiedzieć wieża Babel, jak sądził Desnoyers, ale dla starego było to wszystko jedno.
— Myślę — ciągnął dalej — że żyjemy tak dlatego, że w tej części świata niema królów i wojska jest mało; a ludzie myślą tylko o tem, żeby im było jak najlepiej dzięki pracy. Ale sądzę także, iż żyjemy w zgodzie dlatego, że wszystkiego jest w bród, i każdemu się jego część dostaje. — Wnet by chwytali za broń, gdyby tych części było mniej niż ludzi.
Czas jakiś dumał w milczeniu, potem dodał:
— Niech będzie co chce, ale trzeba się przyznać, że tu żyje się spokojniej niż na starym lądzie. Ludzie się oceniają wedle swojej wartości i łączą się nie myśląc, czy pochodzą z tego, czy tamtego kraju. Młodzi nie pędzą jak stada mordować innych młodych, których nie znają i których jedyną winą jest, że urodzili się we wsi naprzeciwko. Człowiek to zła bestja, przyznaję; ale tu ma co jeść, ma ziemi poddostatkiem i jest dobry, dobrocią sytego psa. Tam jest ich nadmiar; żyją stłoczeni, następując sobie na pięty; żywności jest skąpo; dlatego łatwo wpadają w złość. Niech żyje pokój, gabacho, i spokojne życie! Gdzie komu dobrze