Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 01.djvu/030

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dłużej trwać nie może. Lepiej skończyć od jednego zamachu. Albo oni, albo my! Niemcy czują się na siłach, by stawić czoło światu. Musimy położyć koniec groźbie rosyjskiej. A jeżeli Francja nie zachowa się spokojnie, tem gorzej dla niej. A gdy ktokolwiek więcej ośmieli się stanąć nam wpoprzek, tem gorzej dla niego! Gdy ja w moich warsztatach montuję nową maszynę, to dlatego by nie próżnowała. My posiadamy najpierwszą armję w świecie; trzeba ją wprawić w ruch, by nie zardzewiała.
Poczem dodał z ciężką ironją:
— Opasano nas żelazną obręczą, by nas zdławić. Ale Niemcy mają potężne bary i dość im będzie natężyć je, aby ta obręcz pękła. Trzeba się obudzić wcześniej, nim nas potarmoszą podczas snu. Biada temu, kogo spotkamy przed sobą!
Desnoyers uczuł potrzebę odpowiedzieć na te przechwałki. Nie widział nigdy tej żelaznej obręczy, na jaką się skarżą Niemcy. Jedno co czynią narody to, że nie żyją bezczynnie i ufnie wobec nadmiernych ambicji germańskich. Przygotowują się poprostu do obrony przed jawną zaczepką. Pragną utrzymać swą godność, deptaną nieustannie niesłychanemi uroszczeniami.
— Czyż inne narody — zapytał — nie będą temi, które będą zmuszone bronić się, a wy temi, które stanowią niebezpieczeństwo dla świata?
Niewidzialna dłoń poszukała pod stołem jego ręki jak przed kilkoma dniami, aby zalecić mu roztropność. Ale teraz uczyniła to ze stanowczością, jaką daje nabyte prawo.