Strona:Historya Stefana na Czarncy Czarnieckiego.pdf/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


piecznym się widział w okopach przy mocnych strażach dwóch miast obronnych Szkłowa i Mohylowa. Już zamyślał hetman usłuchać rady Czarnieckiego, gdy wieść powtórna o Iwanie Dołhorukim, iż z całą siłą swoją ciągnie na odsiecz w oblężeniu będącym, bardziej go jeszcze nakłoniła do odstąpienia. W wielkiem niebezpieczeństwie zostawało naówczas wojsko nasze, ponieważ z jednej strony mocna naówczas wojsko nasze, ponieważ z jednej strony mocna straż nieprzyjacielska, i nieprzebyte brody z wylewu Dniepru, z drugiej nadchodzące wojsko Dołhorukiego, odejmowały mu wszelką nadzieję pomyślnej przeprawy, i opatrzenia się w żywność na czas dłuższy, gdyby tego wyciągała potrzeba. Przewidując to zawczasu hetman, kazał most zrobić na rzece z różnych statków, które pojmał podczas oblężenia, i zwołał z pobliższych wsi pomocnika, dla przyśpieszenia roboty. Tym sposbem ułatwiwszy sobie przeprawę, przeszedł na drugą stronę Dniepru, a naradziwszy się z Czarnieckim, umyślił iść przeciwko nieprzyjacielowi, nie czekając go w miejscu, zwłaszcza gdy widział iż łatwiej mu będzie odebrać miasto, jeżeli pokona Dołhorukiego, na którym wszystkie nadzieje swoje pokładał Morozów.
Jak tylko wojsko nasze przeszło na druga stronę Dniepru, Dołhoruki uwiadomiony o tem, stanął w miejscu o sześć mili od naszych, i z wielką ostrożnością gotował się do potyczki. Miał on z doświadczenia po Chowańskim, iz wojsko nasze bitniejsze jest w otwartem polu aniżeli pod murami miasta, albo utwierdzonym z wszech stron obozem; przeto najśpieszniej rozkazał sypać okopy, mając z jednej strony rzekę Bazyą błotnistem korytem wpadającą do Dniepru z drugiej zaś od lasa nieprzystępne zawały z drzew pościnanych. Tym sposobem utwierdziwszy swój obóz, postanowił czekać naszych w zamkniętem miejscu, których jeżeliby nie pokonał, był jednak pewnym że mu nasi nic szkodzić nie mogli. Wojsko nasze zbliżywszy się ku nieprzyjacielowi, stanęło z drugiej strony rzeki, rozpatrując się zwolna w położeniu miejsca. Dwie niedziele upłynęło czasu na zwłoce i lekkich podjazdach z obydwóch stron, aby wzajemnie zważali wodzowie liczbę,