Strona:Hieronim Derdowski - Walek na jarmarku.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
— 64 —

kim strój kupił nowiuteńki cały, Tylko mi go te łyczki w mieście poszarpały, Ale to się zeszyje... No, co matuś powie? A widziecie ten piękny kapelusz na głowie? Teraz już mi nie trzeba doglądywać koni, Każdy chłop mi się pięknie do ziemi ukłoni. A wej z oczu przez szkiełka jak mi świeci jaśnie!... Matka, jak się nie zmierzy, jak go w pysk nie trzaśnie! — Tak to żeś się wysztrychnął, ty kusy łajdaku! Śmiesz się matce pokazać w obrzydliwym zaku? Takeś to całoroczną zmarnował robotę!... A ty łotrze, wciąż jeno z ciebie mam zgryzotę! Wynoś mi się z chałupy, ty szwabski ja wędrusie. Och ja matka nieszczęsna! O Chryste Jezusie! Po skończonych lamentach porwała drapaka I z chałupy wygnała Walka nieboraka.
Zostawiwszy matulę w takim srogim gniewie, Musiał Walek się prze-