Strona:Hieronim Derdowski - Walek na jarmarku.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
— 65 —

spać z prosiętami w chlewie. Taki respekt miał odtąd przed matki drapakiem, Że już nigdy nie tęsknił za niemieckim zakiem.
Przecież na coś się przydał strój po nowej wodzie: Matka z niego zrobiła straszydło w ogrodzie, Motowidło słomianem obwiązała cielskiem, Na to zaczek włożyła z celindrem angielskim, Głowę z wiechcia przybrała w maszkarę pyzatą, Okulary do nosa przywiązała szmatą, Parasolik z pod pachy ostro strzela w górę A spodzienki wciągnięte na starą rozworę.
Tak się tego straszydła zlękły wszystkie ptaki, Że się zaraz w dalekie rozleciały krzaki.
Walek z wstydem na ogród spoglądał niekiedy, Ale jeszcze nie koniec wszystkiej jego biedy.
Gdy raz sobie spokojnie sieczką osły karmi, Naraz przed nim stawają z miasta trzej żandarmi. Mocno