Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— No! już mniejsza, co ona tam rozumie — rzekł Maszko — ale co ty zamierzasz czynić?
— Ot właśnie, że i ja dobrze nie wiem. Im więcej mi się ona podoba, tem mniej mam ochoty zrzekać się jej, a z drugiej strony, iść wbrew sercu i woli takiej kobiety?...
— Matka ją zmusi — zauważył książę Antoś.
— Ja nie chcę, by ją ktokolwiek zmuszał!
— A jednak, powinieneś się z nią żenić — rzekł Maszko. — Ludzie, jak my, nie powinni ustępować takim Iwaszkiewiczom.
— Dać lekcyę i ustąpić — mruczał Jaś. — Tak, to jedyny punkt wyjścia!... jedyny punkt wyjścia!
— Co? jaki?
— Taki! — rzekł, wskazując na pistolety zawieszone nad łóżkiem.
Miś rozczesał faworyty.
— Służę ci za świadka — rzekł.
— Stchórzy Iwaszkiewicz! — krzyknął Maszko.