Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Złotopolski popatrzył na niego uważnie. Maszko się zmięszał.
— Daruj mi, Maszko, ale sądzę, że tybyś prędzej stchórzył — Iwaszkiewicz nie stchórzy.
— Służę ci za świadka — powtórzył Miś.
— Dobrze, ale pierwej muszę sam się z Iwaszkiewiczem rozmówić. Skończy się na tem, że ustąpię. Z Fanią, a zwłaszcza z jej łzami nie protrafię wojować.
— To do czegóż pojedynek?
— Powiedzianoby, że ja, Jan Złotopolski, zląkłem się Iwaszkiewicza. Nie, pojedynek musi mieć miejsce. Ustąpię, ale dam lekcyę. Nie myślę go zabijać, — ale, albo on mnie, albo ja jemu dam lekcyę.
— Z jakiej przyczyny chcesz iść do niego?
— Dla rozwiązania zagadki i znalezienia powodu do pojedynku.
— Mogłeś się Fanny o to spytać.
— Nie chciała mi powiedzieć, by jak sama mówiła, nie drażnić mnie. Ona tro-