Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Czego chcesz, dziecko?
— Stoimy na biegunach i nie rozumiemy się zupełnie. Lepiej odrazu postawić rzecz jasno: czy mam zostać żoną Iwaszkiewicza, czy nie?
Pani Bujnicka nie była przygotowaną na tak nagły zwrot ze strony Fani. Ona rachowała na swoją dyplomacyę, a tu trzeba było wprost powiedzieć: tak lub nie. A przytem pani Bujnicka nie cierpiała, gdy kto mówił wprost. Omówienia miały dla niej tyleż prawie wagi, ile treść sama; nawet, gdy myślała nad czem, gdy była tylko ze sobą, wszystkie jej myśli przybierały zawsze wyszukaną dyplomatyczną formę. Dlatego też pytanie Fani przejęło ją zdziwieniem, ale i oburzyło zarazem.
— Zmiłuj się, Fanieczku, jak można tak nazywać rzeczy po imieniu? Już jeśli dobrze ułożona panienka chce spytać o taką rzecz, to daje do zrozumienia, ale tak... wstydź się, Faniu!
— Ja jednak wprost pytam, jaka jest mamy wola? Potem ja powiem, jak mi się zdaje.