Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/222

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ki i, ucałowawszy je serdecznie, ukryła w nich twarz.
— Nie martw się, Faniu! ty płakałaś? Jeszcze nie stało się nic złego.
— O! stało się i wiele złego, mamo, i to ja sama temu winnam. Postępowałam, jak zepsute dziecko, a długo nie było w postępowaniu mojem ani prawdy, ani szczerości.
— Nie uczyniłaś nic godnego nagany.
— Drżę na myśl, co teraz będzie.
— Wszystko się dobrze skończy. Nie obawiaj się.
— Mamo! mamo!
— Ludzie rozchodzą się nawet od ołtarza.
Fania oderwała nagle twarz od dłoni matki.
— O czem mama mówi?
— Ludzie rozchodzą się nawet od ołtarza. Przyjęłaś go, ale zaręczyn jeszcze nie było. Wszystko można zerwać. Któż mógł się spodziewać, że Złotopolski tak dobrze stanie?
— Matko! — przerwała Fanny, płonąc jak róża.