Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tem zajęła, ale naprzód, ja ciągle jestem niezdrowa, a powtóre, ja tyle mam na głowie!
Tu oczy wszystkich mimowoli zwracają się na głowę pani Sidorowiczowej, której kok zdołałby przekonać najzatwardzialszych, że dama ta istotnie niemało ma na głowie.
Tymczasem inna grupa wiejskiego towarzystwa, złożona z mężczyzn, zebranych koło Jasia Złotopolskiego, z niemniejszem zajęciem rozmawia o kolonizacyi, jako o jedynym środku, pozostałym dziś szlachcie.
— Szczęśliwyś, szczęśliwyś sąsiedzie! — mówi pan Feliksowicz. — Myśmy wszyscy powinni iść twoim śladem.
— Moi panowie! — odpowiada Jaś — każdemu otwarta droga. Dzisiejsze nasze położenie jest takie, że pozostaje nam albo rozkolonizować majątki, albo z nich wyjść.
— Tylko, że jak rozkolonizujemy, to także z nich wyjdziemy — robi uwagę jeden ze słuchających.
— Nie jestem ja też za tem, żeby sobie nie zostawić jakiejś części. Owszem,