Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie, pani, to ja nie śmiałem się spodziewać, że pani pamięta?
— I dlatego nie spytał pan nigdy o to?
— Dlatego. Bałem się spytać, bo nadto ceniłem te wspomnienia. Tak jest, bałem się, byś pani nie rozwiała ich jednym obojętnym uśmiechem.
— Mój Boże! Tyle mówią o pańskiej energii, a pan taki nieśmiały. Czy to tylko ze mną?
— Tylko z panią.
— A przecież my się znamy od tych czasów, kiedy jeszcze pan mi mówił... jak to tu teraz nawet powiedzieć?... kiedy pan mi mówił: „Faniu”.
— O, pani! jeśli to żarty, to złe żarty...
— Jakie przystoją zepsutej, światowej dziewczynie? Ha, jeżeli tak, to dajmy temu pokój. Może pan woli o czem innem mówić. Otóż i mama przychodzi! Dużo pan ma zajęcia w swojej fabryce?
Pani Bujnicka weszła tymczasem do pokoju i, rzuciwszy przenikliwym wzrokiem na Fanię, spytała łaskawie:
— O czem-że to państwo rozprawiacie? o fabryce?