Strona:Henryk Sienkiewicz-Humoreski z teki Worszyłły.pdf/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Tak; łaskawa pani! właśnie mówiliśmy o fabryce.
— Musi to jednak być panu przykro siedzieć od rana do wieczora między robotnikami?
— Nie, pani.
— A jednak są to ludzie bez wychowania; wystawiam sobie, jak straszne muszą mieć maniery.
Iwaszkiewicz uśmiechnął się.
— Przy młotach i ogniskach, buchających skrami, mają wcale odpowiednie.
— Trudno jednakże podobać sobie w takich zajęciach.
— Ja tam miłuję je z całej duszy. Przyczem (tu oczy Iwaszkiewicza ożywiły się) robię teraz wielką próbę, która jeżeli się uda...
— Przyniesie panu wielkie dochody?
— To może nie. Jest to rzecz inna. Pragnę usunąć wszystkich ludzi obcych z fabryki, a mieć robotników swoich, tuziemców. Przez to mam nadzieję wszczepiać powoli między nas zamiłowanie przemysłu. A u nas potrzeba podnosić przemysł.