Strona:Henryk Ibsen - Peer Gynt.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


PEER: Z lewej strony
Od Gendynu.
AASA: (z szyderczym uśmiechem) Ha!
PEER: Szalony
Huczał wicher, ja przed siebie,
Jak się w krzaki nie zagrzebię,
Za któremi…
AASA: (j. w.) Ha!
PEER: W te tropy,
Słyszę, trzeszczy śnieg z pod kopy;
Z tchem zapartym patrzę, śledzę,
Aż tu ponad skalną miedzę
Gałęzisty błyśnie róg.
Nie oszczędzam swoich nóg,
Poprzez piargi, przez załomy
Pnę się po tej drodze stromej,
I w tej chwili — cud mnie zmógł:
Cap przede mną! Hej! Od lat
Piękniejszego nie znał świat.
AASA: Nie? Naprawdę?
PEER: Raz się zmierzę,
I już kulkę miało zwierzę!…
Ledwie padło, a ja, wiecie,
Już na jego siedzę grzbiecie,
Chwytam je za lewe ucho,
Myślę sobie: będzie krucho,
Bratku, z tobą, mam cię już!
I po ostry sięgam nóż,
By mu pchnąć go popod bok.
Aż tu cap sierdzisty wskok,
Zerwie się na cztery nogi,
Wtył odrzuci bujne rogi —
Nóż mi z pochwą wypadł z rąk!
A on, niby w straszny krąg,