Strona:Henryk Ibsen - Peer Gynt.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KOWAL: (do dziewcząt) Nie jestem baba,
Zwróćcie go do mnie, jeśli was zagada.
JEDNA Z DZIEWCZYN: (do innych)
Udajmy, wiecie — najlepsza to rada —
że go nie widzim.
PEER GYNT: (zjawia się zgrzany i pełen życia, staje przed ciżbą i klaszcze w dłonie) Któraż tu najżwawiej
Zatańczy ze mną?
JEDNA Z DZIEWCZYN: Mnie-ci to nie bawi.
DRUGA DZIEWCZYNA: I mnie nie.
TRZECIA DZIEWCZYNA: Mnie się tak samo nie pali.
PEER: (do czwartej)
Nim znajdę lepszą, chodź ty ze mną, dalej!
CZWARTA DZIEWCZYNA: (odwraca się) Ja? Nie mam czasu.
PEER: (do piątej) Więc ty!
PIĄTA DZIEWCZYNA: (usuwając się) Ja do domu!
PEER: Co? Dziś, w ten wieczór? Mów to byle komu.
Nie mnie…
KOWAL: (zaraz potem półgłosem do Peera)
O, patrzaj, już z starym się kręci.
PEER: (zwracając się: z pośpiechem do jednego ze starszych mężczyzn)
Któraż tu wolna?
STARSZY MĘŻCZYZNA: Poszukaj!

(oddala się od niego)
(Peer Gynt zamilkł odrazu — spogląda na grupę zukosa i jakby z trwogą — wszyscy patrzą na niego, ale nikt do niego nie mówi. Podchodzi do innych grup — dokądkolwiek się przybliży, wszyscy milkną — skoro się oddali, wszyscy się uśmiechają i szepcą między sobą)

PEER: (pocichu) Zawzięci!
Patrzą szyderczo! Myśli ich, jak strzały —