Strona:Henryk Ibsen - Peer Gynt.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


AASA: (rzuca za nim gałęzią)
Znieśże, Pietrze, stare kości
Z tego dachu…
PEER: Takeś chciała!
Niech matusia moja mała
Cicho siedzi, bez pamięci,
Niech mi się tu wciąż nie kręci,
Nie wywija nóżętami —
Głazy spadną i wy sami
Bęc na ziemię!
AASA: A, ty błaźnie!
PEER: Nie kręcić się! To wyraźnie
Mówię matce…
AASA: Czemu raczej,
Jak bękarci płód sobaczy,
Nie przepadło to gdzieś w świecie!
PEER: Wstyd! Co matka tutaj plecie?!
AASA: Fe!
PEER: Fe! Syna błogosławić,
Nie przeklinać.
AASA: Już ja sprawić
Umiem ciebie! Mnie nie trwoga!
PEER: A więc żegnaj, matko droga!
Siedź mi cicho na tym dachu!

(odchodzi — wraca jeszcze raz, grozi palcem — mówi)

Wrócę prędko, więc bez strachu.

(odchodzi)

AASA: Pietrze!… Boże! Ratuj człeka!
Capiarz, cygan!… Precz ucieka…
Słuchaj… zostań…
(krzyczy) Hej! Zemdleję!
Hej, ratunku!

(dwie stare baby z workami na plecach zbliżają ku młynowi)