Strona:Henryk Ibsen - Peer Gynt.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


PIERWSZA BABA: Co się dzieje?
Kto tak wrzeszczy?
AASA: Ja!
DRUGA BABA: Głos Aazy!
A to czemu — bez urazy —
Usiedliście tak wysoko?
AASA: Nic nie dojrzy tu me oko…
Wnet do nieba się dostanę.
PIERWSZA BABA: Dobrej drogi!
AASA: Ukochane,
Idźcie zaraz po drabinę,
Bo inaczej ja tu zginę!
Piotr przeklęty!…
DRUGA BABA: Syn wasz?
AASA: Proszę,
Głoście wszystkim, co ja znoszę.
PIERWSZA BABA: Owszem…
AASA: Tylko moją duszę
Zbawcie zaraz, bo ja muszę
Do Haegstadu.
DRUGA BABA: Piotr w Haegstadzie?
Kowal mu tam już nakładzie,
Co się zmieści.
AASA: Mocny Boże!
Jeszcze go tam zabić może!
PIERWSZA BABA: Juści prawda: śmierć się kwapi,
Kogo zechce, to ułapi.
DRUGA BABA: (tło Aasy)
Trzeba wyrwać cię z tej nędzy!

(krzyczy ku górze)

Ejwind! Anders! Tu! Co prędzej!
GŁOS MĘSKI: Co się stało?
DRUGA BABA: Peer Gynt, syn,
Wsadził matkę swą na młyn!