Strona:Henryk Ibsen - Peer Gynt.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy mam syna taką świnię?
Jak nie płakać w tej godzinie,
Kiedy serce biednej wdowy
Ma w nagrodę srom gotowy?

(zaczyna znowu płakać)

Pytać mi się dziś wypada,
Co zostało z bogactw dziada?
Któż w tym domu dziś utyje,
Odkąd Rasmus Gynt nie żyje?
Cóż się stanie dalej z nami?
Ojciec złoto siał garściami:
Gdzie grunt jaki był na świecie,
Wnet skupywał i w karecie
Paradował wyzłacanej.
Gdzież uciechy, gdzież te tany,
Które młodość ma pamięta,
Gdy w zimowe, huczne święta
Zbijał kielich, albo flaszę, —
Gdzież to całe szczęście nasze?
PEER: Gdzież ostatni śnieg?
AASA: Bądź cicho!
Spojrz w zagrodę! Niech cię licho!
Szmaty w każdem niemal oknie,
Zdarte strzechy, bydło moknie,
Rozwalone wszystkie płoty,
Nikt się nie chce jąć roboty
W pustem polu, za podatki
Zabierają nam ostatki!
PEER: Nie pleć! Nie bredź! Cóż to znaczy?
Gdzież jest powód do rozpaczy?
Że dziś szczęście się odwraca,
Jutro może…