Strona:Henryk Ibsen - Peer Gynt.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na te żarty twe niewczesne:
On jedyny, Gundbrand Glesne,
Wydarzenie takie miał…
PEER: I ja także…
AASE: Tak, naschwał
Można kłamne te igraszki
W różne stroić fatałaszki,
Tak od wątka snuć do wątka,
Aże chudość ich żołądka
W pstrej latance całkiem zginie.
Tyś tak zrobił, tyś to ninie
Wszystko upstrzył i upiększył,
Porozciągał i powiększył,
Orle grzbiety, czy sokole
Wręcz wywlokłeś, by mnie w pole
Wywieść, zmącić mózg mój stary.
Człek — naprawdę, nie do wiary! —
Już rozeznać się nie umie
W tem, co słyszał po stokrotnie.
PEER: Wiesz ty! W głupim swym rozumie
Niech kto inny tak mi dotnie,
A sprawię go!…
AASA: (z placzem) Boże miły,
Lepiej zejść mi do mogiły,
Lepiej było się nic rodzić,
Niż tak prosić, tak zawodzić —
Raz na zawsześ zgubion, Pietrze!
PEER: Niech matusia łzy obetrze!
Prawdę mówię, prawdę zgoła,
Jeno bądź mi znów wesoła —
Proszę ciebie…
AASA: Idź do czarta!
Cóż wesołość moja warta,