Strona:Henryk Ibsen - Peer Gynt.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


PEER: Com ja czuł!
Kozioł zgóry, kozioł z dołu
Zetkły, zwarły się pospołu,
I w tej chwili mówię: chlap!
Leżym w błocie — ja i cap!
Ale chwila… a my stąd
Dostaliśmy się na ląd.
Cap się puści wpław, ja za nim
I ot jestem kosztem tanim.
AASA: A on?
PEER: (mlaska ustami) Biega gdzieś po świecie.
Jeśli tylko go znajdziecie,
To go chyćcie!
AASA: Boże drogi!…
Że masz jeszcze całe nogi,
Żeś tam karku gdzie nic skręcił! —
Oby mi się dzień ten świecił —
Powróciłeś zdrów do domu,
Bogu dzięki, a nie komu!
Prawda, w spodniach widzę dziurę,
O to mniejsza… Poniektóre
Gorsze rzeczy w taki taniec
Stać się mogą!…

(zastanawia się nagle, przypatruje mu się wielkiemi oczami i z otwartą gębą, przez chwilę nie może znaleźć słowa — wreszcie wybucha)

A kaganiec
Włóż na mordę, psie nasienie!
Ja ci kłamstwa te wyplenię!
Stara piosnka! W one czasy,
Kiedy grały takie basy,
Ojciec twój był kawalerem!
Ja-ć odrzekę słowem szczerem