Strona:Helena Mniszek - Zaszumiały pióra.djvu/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Względem mnie jest źle użyty, — przerwała lekko wznosząc ramiona.
— Pani daruje, lecz sąd o tem ma zawsze druga połowa rodu ludzkiego. Wracam do rzeczy: Nie jest pani emancypantką, chociaż wysoce kulturalną kobietą, czyli że wszystkie cechy jakie wymieniłem, sformułowane, wytworzą stanowczy wniosek, że pani samotnie żyć może, ale szczęśliwą być nie potrafi i jak mimoza wśród piasków zwiędnie pani prędko, tak moralnie jak i fizycznie. A to by była szkoda nie do darowania. To punkt pierwszy.
— I ostatni chyba?
— Czy znudziłem panią?
— Co znowu?... — rzekła żywo. — Przeciwnie, to co pan mówi zajmuje mnie bardzo, pan mnie znudzić nie może.
— A jednak nazwała mnie pani szablonowym?...
— To w innej kwestji, to co innego.
— Właśnie teraz o tej innej kwestji będę mówił, raczej bronił się. Pani twierdzi, że szablonem jest moja troskliwość o pani secundo voto, otóż ja temu zaprzeczam.
Poruszyła się żywo.
— Już widzę, że się omyliłam, pan głębiej tłómaczy swą troskliwość i mówi pan z zasady, podczas kiedy inni tylko dla braku tematu, lub z obowiązku pochlebienia mi, że o mnie i o małżeństwie razem można jeszcze mówić. Miłosierne dusze! To jedynie nazywam szablonem.
— I jest pani w prawie; ja mówiłem z przekonania, a po drugie mam w tem osobisty cel.
Otworzyła szeroko oczy.
— Cel? — jaki? — spytała.
Podsunął się bliżej i wziął obie jej ręce w swe gorące dłonie.
— Abyśmy razem szli w przestworza i abyś wsparta na mojem ramieniu mogła rzucić ludziom spazm ironicznego śmiechu.
Głos jego o niskich tonach brzmiał uroczyście.
Anna zbladła, cofnęła się przestraszona, a le trzymał jej ręce jakby w kleszczach. Fala krwi uderzyła jej do głowy oblewając twarz i szyję.
— Panie, co to znaczy?. — wyjąknęła.
— Chcę abyś mi podała rękę, została moją żoną.