Strona:Helena Mniszek - Verte T.2.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Otulił ją spojrzeniem władczym, ale pełnym tkliwości.
Elża pod tym wzrokiem uczuła w duszy bezmiar szczęścia i czaru niebywałego.
Wieczorem na ich ucztę zaręczynową zaproszony był kapitan statku „Isle en mer“. Pijąc zdrowie narzeczonych, Francuz rzeki do Elży wesoło:
— A co, pani, fale elektryczne pomiędzy panią a słońcem Indji okazały się silne. Nieprawdaż?
— O tak, kapitanie, bo słońce Indji przyciągnęły aż do Adenu.
— Ja jestem poszkodowany z tej przyczyny, bo mi para przed samym końcem podróży umknęła. Nie zobaczy pani Indyjskiego oceanu, a szkoda!
— Pojedziemy tam z żoną na jesieni, dążąc na polowanie w Indjach, — rzekł Dovencourt. Zatęskniłem przez czas wojny do dżungli, a przytem chcę pokazać tobie, Elly, te knieje, w których tyle polowaliśmy z James’em. Mniemam — zwrócił się do przyjaciela — że nie odmówisz nam swego towarzystwa.
Aschley skłonił się z uśmiechem i spytał:
— Czy będziesz miał dawną wenę, Arturze?
— O, bezwątpienia! — zawołał Dovencourt.
Elża, zachwycona projektem, błysnęła ku nim wesołym uśmiechem.
— Ale wtedy pani zapomni o starym opiekunie? zauważył Francuz.
— Skądże znowu, pozostaniemy przyjaciółmi, — odrzekła żywo Elża.
Kapitan odpowiadał z humorem szczegóły podróży z Neapolu, Wreszcie rzekł:
— O là, là, zapomniałem pani powiedzieć, że całe towarzystwo z „Isle en mer“ jest na mnie obrażone. Przeniesienie się pani na ten piękny yacht, do narzeczonego, sprawiło sensację, ale ja wyszedłem na kłamcę.
— Niech już pan ze skruchą wszystkie swoje kłamstwa wyzna — śmiała się Elża. Odebrać mi trzeba miljardy, kopalnię brylantów, miljardera, szwedzką narodowość.
— A czy pani, prócz polskiej narodowości, wszystkich tych skarbów również nie posiada?.. — spytał francuz przeciągle, wiercąc w niej siwemi oczkami.
Elża zrozumiała, uśmiechnęła się do niego tajemniczo.
— Tak, kapitanie, odczuwasz mnie trafnie.
— Więc... nic nie skłamałem.
Elża ujrzała w tej chwili w przymrużonych oczach Artura tyle powagi i głębi silnego uczucia, że przeniknął ją ostry dreszcz rozkoszy.
On dostrzegł jej wrażenie, odczuł ten dreszcz drogi dla niego. Błysnęło mu w oczach, pochylił się ku niej lekko i szepnął końcami warg: