Strona:Helena Mniszek - Verte T.1.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gorską trzęsącą się ręką wzięła grubą, dużą kopertę. Pismo Artura. Płomienie uderzyły na nią. Pospiesznie pokwitowała z odbioru, dusząc w gardle jakiś szalony krzyk.
— List Artura!
Czytała adres.
„Pour remettre par bonté à Madame Elisabeth de Gorska (Elza Burbianka.)”
— Mój pseudonim?... Skąd on wie?... Prawda, wszak znał poprzedni tom.
Nerwowo rozcięła kopertę: parę arkuszów dużego wytwornego papieru, zapisanych silnem, męskjem, choć drobnem pismem, tak bardzo, tak bardzo znajomem. Data: pisany w sierpniu.
Wlepiła oczy w tekst.

„Najdroższa, jedyna Pani Elżo!
Innego nagłówka umieścić nie mogłem, gdyż jest mi Pani zawsze drogą i zawsze przy mnie obecną...
Czytałem „Fatum“.

Elża zacięła usta aż do krwi, uczuła lód w mózgu, oblał ją zimny prąd.
Wybornie. Co dalej...

„Część pierwsza w pani stylu; poezje, sielanki, marzenia. Widoczne zakochanie się w naturze Wołynia; żywiołowe bory, stepy, polanki...
Maluje to Pani wykwintnie i artystycznie...
Orlewicz, — dość pospolity typ polaka, zucha, szlachetny zapaleniec. — Owszem, owszem, ale i nic nad to. W dawnych czasach taki Orlewicz stałby na czele watachy tatarskiej — jak Kmicic.
Są momenty, pisane z dreszczem rozkoszy i bujnym temperamentem Pani. Znać pracę i natchnienie, jest w Pani pasja niesłychanie żywotna, a nadewszystko — iskra Idei. Tylko zbyt ciasno Pani w obecnych ramach, trochę je pani rozsuwa swym polotem, ale to za mało. Szerszych zakresów życiowych!
Niecierpliwiłem się w pierwszej części, nie odnajdując siebie. Pierwsze słowa drugiej uświadomiły mię odrazu, że zaczyna się moja rola. Bardzo sprytnie. Do stepów wołyńskich i ciemnych uroczysk boru nie nadawałem się absolutnie. Tło wybrane dla mnie odpowiednio. Odnalazłem siebie w „Fatum”, lecz brakło mi Pani, jako typu pełnego. Krystyna to jeszcze nie Pani. Wyjątkową pięknością Krysty chciała Pani zatuszować mnóstwo własnych cech, które mimowoli wpłynęły pod pióro. Celem Pani było, by nikt jej w tej ukraińskiej dziewoi nie poznał. W rzeczywistości nie Krystyna Irska porwała Warskiego, lecz Elża Burbianka, nazywajmy się pseudonimami literackiemi. I jeszcze... nie dziewczyna, lecz wdowa, z krwią gorącą w żyłach, — w kleszczach etyki aż barbarzyńskiej, tradycyjnych nawyknień.