Strona:Helena Mniszek - Verte T.1.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Elża Gorska oderwała oczy od rękopisu, ścisnąwszy skronie rękami zapatrzyła się w odległą wizję przeżytej chwili. Tęskna zaduma cieniowała jej oczy. Kołatał w mózgu podzwon głuchy żalu i wspomnień.
— Było, przeszło, minęło, nie wróci.
Wstrząsnęła się.
— Tak być musi, ale — śnić wolno zawsze.
Zaczęła czytać dalszy ciąg.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Weszła do mego pokoju z lekką tremą, którą spostrzegłem, pomimo, że maskowała ją pozorną odwagą. Zbliżyła się do otwartego okna i stanęła, patrząc na morze. Zrozumiałem ją, pozwoliłem jej się uspokoić. Dysponowałem lokajowi, jaki ma przynieść podwieczorek, zamówiłem przez niego kwiaty w kwiaciarni. Po odejściu sługi zbliżyłem się do niej, proponując zdjęcie okrycia i kapelusza. Pomagałem jej w tem z największem uszanowaniem. Uśmiechnęła się do mnie trochę figlarnie i spytała, podając obie ręce.
— Czy pan zadowolony?...
— Ja szaleję...
— To mniej bezpieczne. Niech mi pan tak nie ściska rąk, to boli. Więc pan umie szaleć?... Nigdy bym nie sądziła.
— Uważa mnie pani za rybę?...
— Nie, ale za bardzo zrównoważonego człowieka.
— Samej sobie powiedziała pani komplement, bo urok pani potrafił wyprowadzić mię z równowagi.
Popatrzyliśmy sobie długo w oczy i ona spuściła rzęsy, znowu zmieszana, zalękniona. Ale ja, ja przysiągłem sobie. Stłumiłem swój poryw wewnętrzny całą siłą woli. Zacząłem poważną rozmowę, nie dokończoną jeszcze w muzeum, a stosującą się do naszej sytuacji. Musiałem skupić wszystkie władze duchowe, etyczne, by zapanować nad zmysłami, rozdrażnionemi niebywale jej obecnością u mnie. Nie tylko zmysły trzymać na wodzy, trzeba było twarz maskować, by nie wyrażała nic z moich uczuć. Bo oto tę swoją upragnioną kobietę miałem u siebie, oddaną na moją łaskę, ufną, chociaż zawsze jakby spłoszoną, co jej tylko dodawało uroku. Walczyłem, jak tytan, by nie porwać jej w ramiona i nie zgasić pożaru swych warg łaknących jej ust ponsowych jak świeża krew, i również drżących pożądaniem. I ona pragnie, może sama tego nie rozumie; czuję swój fluid oddziaływania na nią.
Podczas naszej rozmowy podano czekoladę i owoce. Służący usługiwał z wyłączną pieczołowitością, robiło to wrażenie, że chce wszystko tak przygotować, aby nie narzucać się nam zbyt częstym krzątaniem się. Twarz typowego sługusa zdradzała, że jest dobrze poinformowany. Chciałem poinformować go właściwiej.