Strona:Helena Mniszek - Pluton i Persefona.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

HEFAJSTOS (na boku).
He!... he!... he!...
APOLLO.
Gdy nadejdzie tu z Hadesu, wnet zamiary swe wyjawię i was wszystkich, o bogowie, świadkami wyznań mych uczynię.
HEFAJSTOS (z udaną powagą).
Będziemy winszowali złotokędziornemu, a jakże!... Ot, wspaniała chwila! Muzy będą grać i śpiewać, Heljos palić, Zeus grzmieć... Chmury... słońce... pioruny... Złota lutnia się rozdźwięczy... Evohe!.. A nieszczęsny, biedny Pluton do Tartaru schowa się, jako ruda mysz do nory... Ach, jak żal mi go, biedaka... Tak go zgnębią... Nieboraczek!...
DYONIZOS (z zapałem).
I weselne będą gody! Evohe! Winnice moje nie wystarczą na tak niebywałe uczty. Sylen mój utonie w winie i bachantek orszak cały!
HEFAJSTOS (szydząc).
Eh! i ty, Dyonizosie pękniesz w winie, mówię ci! To niezwykłe będą gody: młody pan, bez panny młodej!...
PALLAS ATENE (uśmiecha się tajemniczo).
Hefajstosie, tęgo kpisz!...
Ot i Hermes biegnie ku nam.