Strona:Helena Mniszek - Pluton i Persefona.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

PALLAS ATENE (wstrzymując go ręką).
Stój, niebaczny!... wszak na wielkim sądzie jesteś.
HEFAJSTOS (pobłażliwie).
Niech poigra chłopyś sobie!... He!... he!...
PALLAS ATENE.
Odejdź w spokoju, Aresie!
HEFAJSTOS.
Do bogini swojej lubej na słodkie pieszczoty! He!... he!...

(Ares żachnął się, lecz Atene go odprowadza, więc odchodzi).

PALLAS ATENE (po chwili namysłu).
Czy kto Korę uwolni od Tartaru niebezpieczeństw, które groźne dla niej nie są, czy też sama się wyzwoli, czeka ją coś gorszego na Olimpu górze, bo już to jej nie ominie, Zeus ją posiądzie, nazbyt ku niej płonie. I Demeter nie ocali córy swej.
HEFAJSTOS (z emfazą).
Tedy mówię, o Atene, że spokojną bądź!... A!... na wszystkie łby Kerbera, to z Plutonem sprawa jest!
APOLLO.
Ja ocalę ją od wszelkiej żądzy brzydkiej i zamachu. Chcę poślubić cudną Korę. Gdy błękitów będzie panią, słońca, muzyki, poezji i śpiewu, nietykalną już się stanie.